TAJEMNICE KSIĘŻYCA cz.1

TAJEMNICE KSIĘŻYCA

Go get Adobe Flash Player!

Wydawałoby się, że nie ma ciała niebieskiego mniej tajemniczego niż nasz satelita – Księżyc. Co noc widzimy jego tarcze połyskującą na niebie. Znamy z grubsza jego oddziaływanie na Ziemię i żyjące na niej stworzenia i rośliny. Jest jak do tej pory jedynym poza nasza planeta miejscem w kosmosie, gdzie człowiek postawił swą stopę. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, ze wielu naukowców i badaczy patrzy na Księżyc podejrzliwie, odnotowując skrupulatnie związane z nim tajemnicze zjawiska. Niektóre z nich maja swoja dokumentacje fotograficzna, inne wydają się fantazjami. Łączy je jedno – silna wiara, ze Księżyc skrywa przed nami niejeden sekret.

Przy tworzeniu się planet i księżyców, główną rolę odgrywają dwie siły. Pierwsza z nich jest obecna w całym Wszechświecie, jest to siła grawitacji. To ona powoduje, że w jednym miejscu gromadzą się okruchy gwiezdnego pyłu. Drugą siłą jest pole magnetyczne, które gromadzi cząstki naładowanej elektrycznie plazmy wzdłuż swych linii sił pola. W związku z tym, największą liczbę księżyców można znaleźć w pobliżu planet olbrzymów, a więc planet szybko wirujących. Dryft metalicznych jąder planet szybko wirujących, wzbudza wtedy nieprzerwalnie trwające prądy wirowe wewnątrz ich globów, zaś te prądy z kolei kształtują magnetosferę planet, oraz ją ciągle podtrzymują.
A więc opierając się na takich założeniach, możemy wywnioskować, że najwięcej księżyców możemy zaobserwować wokół największych planet (prędkość rotacji jest proporcjonalna do ich wielkości, im planeta jest większa, tym szybciej wiruje). Natomiast w pobliżu małych planet o słabym polu magnetycznym, bądź nie posiadających pola, najczęściej znajdujących się w pobliżu gwiazdy macierzystej, planety poddane jej siłom przypływowym, były by kompletnie pozbawione takich tworów, albo miałyby ich niewiele. Ale to nadal nie wyjaśnia pochodzenia naszego satelity.

Pochodzenie Księżyca jest jak narazie niewyjaśnione do końca. Istnieje wiele teorii wyjaśniających powstanie Srebrnego Globu, ale tylko trzy przetrwały próbę czasu. Jednak najbardziej prawdopodobna jest teoria I.

Teoria I
W czasie „pierwszych chwil” istnienia Ziemi, uderzyło w nią ogromne ciało kosmiczne i „wychlupnęło” z niej materię. Materia ta utworzyła wokół Ziemi pierścień. Po pewnym czasie, okruchy materii zaczęły się scalać w jedną całość, aż w końcu utworzyły Księżyc.

Teoria II
……. Na początku istnienia Ziemi, w jej pobliżu znalazło się ogromne ciało niebieskie z innej części Układu Słonecznego. Ziemskie pole grawitacyjne przechwyciło je, i tak krąży ono wokół Ziemi jako jej satelita po dzisiejsze czasy.

Teoria III
…… Teoria III mówi nam, że zarówno Księżyc jak i Ziemia, powstały w tym samym czasie, kondensując się z wielkiej mgławicy, która niegdyś otaczała Słońce, i z której powstała cała reszta planet i księżyców Układu Słonecznego.

Jest jeszcze jedna teoria godna uwagi.

Zanim jeszcze Armstrong poleciał na Księżyc, na jego powierzchnie zrzucono wypalone człony napędowe bez załogowych statków, które dokonywały lotów zwiadowczych i zostawiły na Księżycu sejsmometry (urządzenia reagujące na drgania skorupy). Urządzenia te za pomocą sygnałów radiowych przekazywały do Houston wyniki pomiarów drgań skorupy Księżyca. Pomiary te kilka razy wywołały zdziwienie naukowców. Okazało się bowiem, ze uderzenie o powierzchnie naszego satelity dwunasto-tonowych członów napędowych rakiet wywołało lokalne „trzęsienie skorupy Księżyca”, przy czym zdaniem wielu astrofizyków (m.in. Harolda Ureya z USA czy H. Wilkinsona z Wielkiej Brytanii) wyglądało to tak, jakby pod powierzchnia zbudowana ze skal znajdowała się metalowa skorupa otaczająca jądro. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań w tej niby metalowej skorupie, określono nawet, iż jej górna warstwa leży ok. 70 km pod powierzchnia globu i ma grubość 60-70 km. Jeden z astrofizyków stwierdził, ze wewnątrz Księżyca może się znajdować niewyobrażalnie wielka, „prawie” pusta przestrzeń o objętości 73,5 miliona Pod koniec lat 70. wykonano analizę komputerowa składu chemicznego metalu, z którego miałaby być wykonana skorupa otaczającą wnętrze Księżyca. Mierząc szybkość przenoszenia się dźwięku wewnątrz tej warstwy, stwierdzono, iż głównie składa się ona z niklu, berylu, manganu, wolframu, wanadu, a przy tym zawiera stosunkowo mało żelaza. Taki stop byłby idealnym pancerzem odpornym na przebicie mechaniczne i na dodatek całkowicie antykorozyjnym! Już tylko ta analiza wykazała, iż jest niemożliwe, by skorupa ta powstała jako twór naturalny. Amerykański miesięcznik omawiający tę sprawę w 1979 roku, podał tez, ze sejsmometry wykryły powtarzający się co 30 minut i trwający 1 minutę ciągły sygnał o wysokiej częstotliwości, który dobiega z wnętrza Księżyca, prawdopodobnie z głębokości około 960 km. Czy znajduje się tam jakieś urządzenie automatyczne, zasilane energią cieplną (lub inną), które raz zaprogramowane wysyła swój sygnał przez wieczność?

Resztki Faetona czy sonda kosmiczna?
W tym samym artykule podano sensacyjne doniesienia, iż astronomowie zaobserwowali wydobywającą się co pewien czas z wnętrza Księżyca lawę, a także nikłe chmurki zestalającego się natychmiast jakiegoś gazu. Wysnuto stąd wniosek, iż na Księżycu nie ustała działalność sejsmiczna, co z kolei sugerowałaby, że Księżyc jest częścią jakiejś rozerwanej na kawałki planety, może nawet mitycznego Faetona, którego orbita miała się jakoby znajdować pomiędzy Marsem a Jowiszem, tam, gdzie obecnie rozpościera się pas asteroidów – mniejszych i większych okruchów skalnych. Jednakże niektórzy badacze, opierając się na tych obserwacjach, wysuwają zupełnie odmienną hipotezę. Otóż przypuszczają oni, ze owa wypływająca z wnętrza Księżyca ciekła substancja, zestalająca się w niskiej temperaturze panującej na jego powierzchni, wcale nie musi być lawą usuwaną w naturalnym procesie sejsmicznym. Zakładają bowiem, ze moąe to być efekt działającego do tej pory źródła energii, które kiedyś zasilało w energie hipotetyczny statek kosmiczny zwany „Luna”. Ów statek, twór równie hipotetycznej, wysoko rozwiniętej cywilizacji kosmicznej, mógł zostać celowo unieszkodliwiony i pozbawiony życia podczas prawdziwej wojny kosmicznej” mającej miejsce w zamierzchłej przeszłości. Przesłanek potwierdzających taką możliwość dostarczyły obserwacje dokonane w czasie dywanowych bombardowań przeprowadzonych przez lotnictwo amerykańskie na terenie III Rzeszy podczas II wojny światowej. Zauważono wówczas, iż największe zniszczenia powstają wtedy, gdy na upatrzone obiekty zrzuca się serię jednakowo dużych bomb w ten sposób, że w miejscu ich upadku tworzy się równy czworokąt (wybuchy następują w jego narożnikach) lub prosta linia utworzona przez 3, 4 lub 5 bomb spadających jedna za drugą. Jest statystycznie niemożliwe, by meteoryty tej samej wielkości i masy wybijały na powierzchni Księżyca tak regularnie rozmieszczone kratery. A jest ich na Srebrnym Globie dużo. Wystarczy obejrzeć jego powierzchnie przez lunetę trzydziestokrotną.

Takie właśnie uszkodzenia powierzchni sugerują z kolei, że jest możliwe, iż kiedyś ktoś zrzucał bomby na Księżyc – być może jeszcze wtedy, gdy nie był on satelitą Ziemi.

Gość w dom i… katastrofa gotowa.
W najstarszych zapiskach dotyczących astronomii chińskiej, które są datowane na przełom X i XI tysiąclecia przed nasza era (tak, są takie teksty!), znajdują się opisy nieba, w których nie można znaleźć ani jednej wzmianki o obecności Księżyca na nieboskłonie. Czyżby go jeszcze wówczas nie było? Bardzo możliwe. Okazuje się bowiem, ze na żadnych starożytnych mapach nieba sprzed 9-11 tysięcy lat Księżyc nie jest zaznaczony. Łącząc ten fakt z mitem o potopie (który to mit jest obecny we wszystkich kulturach świata, co oznacza, iż rzeczywiście ok. 11 tysięcy lat temu Ziemie zalały morskie fale, wulkany wybuchały, ziemia się trzęsła i w ogóle był tzw. koniec świata), można wysnuć przypuszczenie, ze przyczyną katastrofy było właśnie pojawienie się na ziemskiej orbicie Księżyca. Coraz więcej współczesnych astrofizyków, na podstawie przeprowadzonych różnych badań i pomiarów, skłania się ku tej hipotezie. Księżyc przybył wiec do nas z przestrzeni kosmicznej. Lecz czy jest zwykłym małym satelitą czy też czymś zupełnie innym? Już w latach siedemdziesiątych naszego wieku niektórzy znani astrofizycy, m.in. słynny prof. Teodor Szklowski z Akademii Nauk ZSRR, wyznawali pogląd, że Księżyc może się okazać martwym, pozbawionym w swym wnętrzu życia statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, względnie prastara, nieczynna sonda kosmiczna.

Księżyc, jak wiemy, jest ustawiony ku Ziemi zawsze ta samą stroną. To unikatowe zjawisko. Niektórzy badacze podejrzewają, że jest tak dlatego, ponieważ ktoś chce ukryć to, co znajduje się po jego drugiej stronie. Ukraińska gazeta „Weczernij Charkow” w numerze z 12 lipca 1994 roku opublikowała zadziwiający artykuł pt. „Co lata nad Księżycem?” „Ponad 150 nieznanych obiektów latających zaobserwowano dotychczas nad Księżycem” – twierdzi autor tekstu. Z wypowiedzi rosyjskiego radio astronoma, członka Ukrainskiej Akademii Nauk, Aleksieja Archipowa, dowiadujemy się, że tajemnicze obiekty obserwowano nad Księżycem jeszcze przed 1947 r. Najstarsze obserwacje dokonane zostały za pomocą lunety w… 1715 roku, gdy astronom E. Halley z Londynu (odkrywca komety nazwanej jego nazwiskiem) ujrzał światło migocące w obrębie cienia rzucanego przez księżycowe skały. Również pomiędzy rokiem 1941 a 1946 widziano olbrzymie, silne błyski wydobywające się spoza tarczy Księżyca, z obszaru leżącego po jego drugiej stronie. Jeszcze podczas drugiej wojny światowej, bo w roku 1940, obserwowano przemieszczające się na tle Morza Spokoju i innych okolic „naszej” strony Księżyca szeregi świateł, poruszające się z prędkością od 2 do 7 km na sekundę! Gdyby te doniesienia pochodziły od nieznanego autora, to można byłoby je zlekceważyć i uznać za wytwór fantazji, ale trudno nie wierzyć w wyniki obserwacji największych astronomów świata! Wyżej wspomniany A. Archipow, tym razem już na lamach szanowanego brytyjskiego kwartalnika poświeconego badaniom UFO – „Flying Saucer Review” (nr 2/1995) napisał, że jest wielce prawdopodobne, iż właśnie Księżyc może być stacją Obcych obserwujących życie na Ziemi. Umieszczenie na naszym satelicie jakiejkolwiek aparatury obserwacyjnej gwarantuje jej długą i bezawaryjną pracę – tym lepszą, że nie narażoną na ujemne wpływy atmosferyczne, takie jak deszcze, wiatry, śniegi czy zwykle, a niszczące utlenianie, którego to zjawiska na co dzień nie zauważamy.